20_200 image

Naszą Kronikę tworzą pasjonaci turystyki rowerowej z całego kraju! Wspólnie przemierzamy szlaki na 6 kontynentach, od najpiękniejszych zakątków Polski, po przełęcze Himalajów. Jeśli prowadzisz stronę zawierającą sprawozdania z ciekawych wyjazdów - wyślij nam jej adres!


Nie masz strony? Nic nie szkodzi! Autorom dobrych relacji chętnie udostępnimy naszą witrynę- wystarczy przesłać nam tekst i fotografie w formie elektronicznej. Życzymy miłej lektury i czekamy na Wasze opowieści!

Wyprawa Wędrownicza 2007 Gniezno - Londyn

Posted by Crosso.pl (crosso) on 06-24-2008 at 14:07:04
Wyprawy >>

11 lipca środa (wędrówki dzień pierwszy) 164km

Po nocy spędzonej na terenie kostrzyńskiego MOSIR-u, ok.godziny 8.30 byliśmy gotowi do drogi. Zdjęcia, media, podziękowania i przemowy. Przejście granicznie- krótka odprawa i już nasze opony czują niemiecki asfalt. Odczuwalna dobra jakość dróg podnosi morale :) Miejscami widać, że poruszamy się po byłym eNeRDówku: szare bloki, kamienne drogi, popiersia Karola Marksa, drogi jego i Engelsa imienia, monumenty upamiętniające Armię Czerwoną… Szukamy R1(naszego szlaku, którym stricto mieliśmy się poruszać). Zapomniałem o roamingu. Po drganiach serca wyłapuję „kreskę” jeszcze polskiej sieci. Po nudnych poszukiwaniach szlaku szybka decyzja- najkrótszą drogą przez Berlin do Poczdamu! Pogoda do czasu ok. Na postoju przed Berlinem Marcin postanawia się wycofać- jego kolana nie wytrzymują. Zaczęło ostro dawać(deszcz). I tak do końca. Mokre było wszystko co nieschowane. Na szczęście po to mamy nieprzemakalne(sic!) sakwy:) Yeah! Długie błądzenie po Berlinie, zajęło parę godzin. Kupujemy mapę i znajdujemy drogę na Poczdam. Ciągle pada. W mieście wyjeżdża po nas Michał z Włocławka(car support Scatter’a). Tłumaczy jak dotrzeć na pole namiotowe. Po krótkim postoju zrobiło się potwornie zimno, aż błagaliśmy o podjazd na rozgrzanie. Ok. godziny 2.00 wymarznięci, zmęczeni i głodni docieramy na nasze miejsce noclegu. Nawet specjalnie nie jemy, od razu rozstawianie namiotów i spanie.

P.S. Z planowych 89km zrobiło się 164km :)

 

12 lipca czwartek 65km

Za nami 4,5h błogiego snu. Dalej pada. Staramy się wysłać rower Marcina kurierem do Polski. No way! Nie możemy dziwnym trafem… Pomocną dłoń wyciąga ekipa z Włocławka(Scatter), która mówi, że może jechać na dachu ich auta wsparcia. Ruszamy w drogę. Na dzień dobry przeprawa promem przez zatokę jeziora. Szukamy R1. Nie chce dać się znaleźć. Jedziemy drogami(tzn. rowerowymi przy szosie). Najkrócej przez Belzig do Raben. Krajobraz monotonny- pola, wiatraki, lasy. Docieramy do Raben. Zero campingplatz’ów. Ok, jest w wiosce obok. Kameralnie, ale super. Tylko gospodarze dziwni, nie przestają do nas rozmawiać:) Pogoda ? Początkowo deszcz, potem słońce i wielkie suszenie mokrych rzeczy.

 

13 lipca piątek 74km Rano chmury. Później pogoda ausgezeihnet! Od razu na R1(tak, znaleźliśmy ją!)- śmigamy- jest pięknie, widoczki niczego sobie. Trzymamy się R1, R2 i Elbe Radweg. Tomi, Gerb i Lewy mają kłopoty żołądkowe- często stajemy. Najciekawsze miejsce dziś to Wittenberga- Miasto Marcina Lutra. Renesansowy śliczny rynek, kamienice, ratusz, galeria oraz kościół w stylu weneckim. Kierujemy się do kościoła, gdzie w 1517r. działo się. Wchodzimy do środka. Wrażenie- prima! Jedziemy do Dessau. Ale życzliwi ludzie tutaj, nie spodziewaliśmy się nawet. Nawet całkiem wyraźnie mówią, nie ma problemu z porozumiewaniem się. Docieramy na pole namiotowe. Porządki, papu, mycie. Jest jezioro, woda krystalicznie czysta!. Rest...

 

14 lipca sobota 75km

Rosa obfita oraz czyste niebo wskazywało na dobrą pogodę. Yeah! Standard(pobudka o 6.00 rano, śniadanie, mycie, zwijanie namiotów, pakowanie się i w drogę). Szybkie pranie- szybko wyschnie na bagażniku. Początkowo lekki wiatr, później spokój, skwar- duużoo pijemy. Podążając za Kapslem i jego GPS-em docieramy na pole namiotowe do Wolmirsleben koło Stassfurtu. Yeah! Jest godzina 16.00, a my jesteśmy rozłożeni i najedzeni- rekord. Kolejne jezioro- ulga nieziemska- korzystamy z niej dwa razy.

 

15 lipca niedziela 64km

Standard. Krótki myk okiem na wiatraki (BTW jest ich tu pełno, fermy wiatraków sztuk 60 nikogo nie dziwią) i jest radość- wiatr SE- w plecy! Ciągle żar z nieba- grubiej się smarujemy kremami z filtrem. Powietrze mieni się nad ziemią, asfalt zdaje się topić. ¾ odcinka zrobiliśmy ‘raz-dwa’, później- po wjechaniu w masywy Harzu zaczęły się ‘schody’. Serpentyny dróg w górę- czasem było szkoda łańcucha, albo sam ciężar sprzętu sprawiał, że musieliśmy podprowadzać swoje maszyny do góry. Wycieńczenie duże, kapie z nas sporo potu, dużoo pijemy. Viva izotonik! Chłopaki śmiesznie się opalili, na flagę(biało-czerwoną:)), na ramionach, nogach, są ślady po zegarkach, rękawiczkach i sandałach. Nocleg koło Gernrode(koło Thale), tu ładny romański kościół- podobno perła stylu neoromańskiego(Tomi dziwnie dużo o nim wie;)). Przez moment mamy Internet- jest możliwość kontaktu oraz napisania newsa. Standard(przyjazd, namioty, mycie, obiad, regeneracja, czas wolny, sen). Znowu mamy jezioro- oh jak dobrze… Niemcy mają okropny styl życia, siedzą w swoich potężnych campingach i wpieprzają tylko. Nasze namioty czasem były jedynymi na campingach.

P.S. W Niemczech w niedziele obowiązuje ustawowy zakaz handlu w niedzielę. Motyla noga! Trzeba robić zakupy na dwa dni=dociążone przednie sakwy.

16 lipca poniedziałek 101km

Dalsze upały. Od momentu pobudki, 2h zajmowało nam do bycia gotowym- z czasem krócej, doszliśmy do wprawy. Góra, pod którą 1,5h podprowadzaliśmy rowery, powrotem(tzn. w dół) zajęła nam 5 minut(sic!). Niejeden pobił tutaj swój rekord prędkości- ok. 60km/h(sic!). Zjazd do Gernrode. Od 4 dni jadę na 3 biegach(1/6 2/6 3/6). Coś mam z przerzutkami, więcej siły na podjazdach muszę wkładać. Rano bez koszulek, potem przyodziani- plecy i tak przysmażone;) Bez wątpienia(jak dotychczas) najładniejszy odcinek trasy- bardzo malowniczy, szlak zbiega się z tzw. szlakiem romańskim, jest sporo zabytków w porozsiewanych miasteczkach. Ponad ½ dnia na R1, później szosą. W południe przerwa 1,5h w Wernigerode. Tu świetny zamek na wzgórzu. Upały, rozłożyliśmy się w cieniu drzew w parku. Słońce męczy. śmigamy(„dymamy”) do Goslar. Piękne miasteczko!!! Nocleg 2km za nim. Jest rzeka. Standard i spać.

 

17 lipca wtorek 104km

Tomi dziś złapał dwie gumy, jedną jeszcze w Goslar, następną już znacznie dalej. Szybki serwis- 4 mechaników i po ok.8 minutach jest wszystko ok. Widokowy odcinek, ale i wymagający- mnóstwo męczących i długich podjazdów oraz zjazdów. Szybko podołaliśmy dystansowi: 5h 21min. Docieramy do Holzminden, ładne, duże pole namiotowe(a raczej campingowe). Standard i do miasta pozwiedzać. Sen. Regeneracja…

 

18 lipca środa 64km

Rano jak zawsze. Na trasie 10km szosą, potem już do końca R1. świetny odcinek, bardzo widokowy, więcej zjazdów, niż podjazdów- OK! Dziś nocleg w Detmold. Standard i do miasta na zakupy w Aldim(whooah!). Znajdujemy w nim 1kg jogurty. Mniam! Ale wchodzą, na raz! Kupujemy je od teraz codziennie :) Na noclegu polska flaga- WOW! Regeneracja…

 

19 lipca czwartek 42km

Standard. Chowanie laptopów Michała(Scatter) i Kapsla(Samodzielna Grupa Operacyjna Kapsel-Sztab;)). Tak!- Mieliśmy przez moment Internet! Whooah! Najkrótszy odcinek- krócej nie będzie:) A to dzięki temu, że wcześniej zrobiliśmy 3 dni pod rząd dłuższe odcinki. Mamy więcej czasu na regenerację. Pogoda ? Rano upał, później trochę chmur- studzimy się. Małe otarcia, sprzęt ok. Później, już przy poszukiwaniu pola namiotowego Gerb ma znowu pecha- uderza w słupek przy drodze. Ostro. Koło tylne do wymiany. Zakupił nowe w dwupiętrowym bikeshopie w Bielefeldzie. Na noclegu małpy, kangury, kaczki etc. Hmm.. Idziemy wcześnie spać, o 22.00. Jutro do Munster!

P.S. Kręcona(Scatter): „Już nigdy więcej nie jadę z wami na 100-lecie skautingu” ;D

 

20 lipca piątek 84km

Wiatr w plecy! Jedziemy z Bielefeldu do Munster ze Scatterem (+chłopaki z Olsztyna) - i tak już do końca, dobrze nam się razem jeździło, było śmieszniej :) Idzie szybko, wysoka średnia. Ruszyła akcja „Doping dla WW’07 przez SMS”. Dostajemy sms od naczelniczki ZHP :) Dojeżdżamy na pole namiotowe na przedmieściach Munster, szybki obiad i… Nadeszły zapowiadane opady deszczu, przynajmniej ostudzi się powietrze. Akurat zdążyliśmy- zaczęło padać jak rozstawiliśmy namioty. Ostro daje i grzmi- kiblujemy w namiotach.

 

21 lipca sobota 101km

Znowu dobry wiatr, jedzie się lżej Przebijamy się przez Munster- inicjatywę przejmuję Kapsel ze swoim GPS-em. Przejazd przez duże miasta to dla nas zmora. Przez samo miasto 20km, droga znaleziona, śmigamy dalej. Postój po drodze na zakupy w Lidlu- jutro niedziela- sklepy pozamykane. W Oeding przekraczamy granicę D-NL. Holandia- rowerowy raj! Wszyscy mówią po angielsku, jest super! Nocleg w Winterswijk. Standard i spać. Hrrr…

 

22 lipca niedziela 80km

Wyjeżdżamy z Winterswijk. Jedzie się dość szybko, drogi rowerowe w NL są świetnie zorganizowane(są wszędzie, są doskonale oznaczone, są nawet ronda i światła dla rowerów). Drogi rowerowe w Holandii nieraz są lepsze, niż w Polsce zwykłe drogi. Później walka z wiatrem(i tak już do końca kontynentu). Zmieniliśmy decyzję dot. noclegu. śpimy dziś w Arnhem, a nie jak mieliśmy w Vorden. Dzięki temu następnego dnia będzie więcej czasu na obejrzenie Utrechtu. W Arnhem pojechaliśmy na cmentarze Moscowa i Airborne, gdzie są również polskie nagrobki!(II Wojna światowa przyp.red.). Wpis do register book. Sprawny powrót z Osterbeek do Velp(dwie strony Arnhem). Sen.

P.S. Gerb ma już zaliczone 3 wywrotki.

P.S.2 Pada deszcz.

 

23 lipca poniedziałek 76km

żegnamy Arnhem i pędzimy d Utrechtu(cały czas drogą rowerową- God bless Nederland!) Marcin ze Scatter’a złapał ‘ósemę’ na tylnim kole. Podczas jazdy zagapił się na wielkiego byka(sic!, ponad 1000kg). Przed wjazdem do Utrechtu zrobiliśmy zakupy. Ale drogo. Jednak co Lidl i Aldi to Lidl i Aldi… Zaczęło padać. Szybkie rozstawianie namiotów i kiblujemy. Pada mocniej i nie zamierza przestać. Między namiotami biegają i hałasują kaczki i inne wodne ptactwo.

P.S. Butla z gazem zassała nam się do garnka, nie możemy jej wydostać.

 

24 lipca wtorek 108km

Mokro, nasz namiot stał w małej kałuży. śniadanie jemy przy zlewach obok łazienek, bo tam sucho. Szybko się zwijamy i wyjeżdżamy. Pada ostro i tak samo wieje. Tomiego wiatr zrzucił z roweru(sic!). Musiał sobie low-rider’a(przedni bagażnik) dokręcić, gdyż troszkę się wygiął(skakanie po nim pomogło;)). Mordercza walka z wiatrem. Nie przekraczamy 15km/h… Dojeżdżamy do Hagi, ale ładne miasto! Kanały i żegluga w całym mieście(podobnie jak w całym kraju-da się wszędzie dopłynąć). Zakupy w Aldim. Teraz przez centrum(ładnie, pałac królowej mijamy- niczego sobie:)) do Hoek van Holland(17km na SW od Hagi). Po drodze zahaczamy o plaże Morza Północnego, pięknie! Widać barki i kontenerowce na horyzoncie, słońce przebija się przez chmury. Ostatnie 7km robimy wzdłuż wybrzeża. I… uwaga- wyjeżdżamy prosto na pole namiotowe, a na dodatek po raz pierwszy prysznic za darmo(bo wszędzie był 0,5-1,0Euro/3min.)- tego jeszcze nie było!

 

25 lipca środa 88km

Wyruszamy z Hoek van Holland. Tu zaczyna się kanał rotterdamski. Jest ogromny, a kończy się daleko wgłąb lądu portem specjalistycznym wielkości zat.Gdańskiej. Przeprawiamy się promem na drugą stronę. świetny i widokowy odcinek! Cały czas wzdłuż wybrzeża, przejazdy przez wielkie mosty(w tym zwodzone i podnoszone linowo), tamy, mierzeje(naturalne i sztuczne). Silny wiatr- trza mocniej podymać w pedałki :) Mam pozdzierane klocki hamulcowe- do wymiany. Dziś nocleg w Zierikzee- w tym kierunku mieliśmy już z wiatrem, lekko osiągamy 30km/h. Dużo zdjęć- krajobrazy to tłumaczą :) Pomimo pogody(ładnej) i słońca wiatr był tak silny, że jeździliśmy w kurtalkach.

 

26 lipca czwartek 78km

Wyjazd z Zierikzee. Dzisiejszy początek trasy sponsoruje GPS Kapsla, który jak po sznurku wyprowadza nas na właściwą drogę. Dziś największe mosty, zatoki etc. Coś niesamowitego! Płyniemy Fast Ferry 20minut przez jedną z zatok- idealnie tyle, żeby się uraczyć 1kg jogurtem z płatkami:)! Nocleg dzisiaj w Reatrechment za Cadzand Bad(trochę arabsko :)). Silny wiatr, trudno rozstawić namioty i gotować. Opady przejściowe.

P.S. Gerber ok.2-3km przez celem łapie gumę na tył. Szybki serwis i jazda!

 

27 lipca piątek 78km

Wieje bardzo mocno. W nocy ostro padało. łatwo jest w takich warunkach zasnąć(sic!). Jakoś bezinwazyjnie składamy nasze namioty i ruszamy. Po paru kilometrach żegnamy Holandię(nawet nie wiedzieliśmy kiedy!)- jesteśmy już w Belgii! Wszystko jedno- cały czas wzdłuż jednego kanału(sic!). Nie wiemy jak jechać(w sensie przez jakie miasta)- wybór pada- przez Brugię do Nieuwport’u. Szukamy zatem właściwej drogi. Zaczepiamy kolarza, pytając. On po nieudolnych tłumaczeniach stwierdził, że mamy za nim jechać- i tak ok.15km poprowadził nas na sam rynek Brugii! Facet ok.60lat, a zasuwał super- i rowerem i po angielsku. Brugia- piękne miasto, to była dobra decyzja, ażeby tu zawitać! Mieszkańcy Belgii mówią na nie „Belgijska Wenecja”. To prawda- chociażby samo centrum jest wokół otoczone kanałem i mostami zwodzonymi. Małe zwiedzanie i ruszamy dalej. Wiatr, wiatr, wiatr. Mocno daje w kość. Tak dla odmiany Gerber łapie gumę;) Szybki serwis i jedziemy dalej. Cały czas wzdłuż kanału(sic!). Widzimy po drodze bunkry poniemieckie- pozostałości po tzw. wale atlantyckim. Dziś nocleg w Nieuwport. Pole namiotowe ogrooomneee!(całe szczęście, że do kibla i pod prysznic ‘dwa kroki’;))

P.S. Tomiego od paru dni męczy potworny ból zęba

P.S.2 Wiemy już, że w Anglii jest powódź. Zastanawiamy się jak to będzie tam z jazdą rowerem.

P.S.3 Car support z Jaktorowa wraca do kraju- żegnamy Rudą i Rzuraf’a. Na ich miejsce przybywa bus firmy spedycyjnej.

 

28 lipca sobota 98km

Wyjazd z Nieuwport. Nie przejechaliśmy nawet 4km, a tu co ? Niespodzianka! Gerber łapie gumę!;) Serwis. Ok., jedziemy- kierunek Calais(przez Dunkierkę). W Vernue(przy granicy B-F) Gerb znowu pana. Ma chłop pecha! Tym razem uważniej podchodzimy do serwisu. Obalamy jogurty po szybkich zakupach w Aldi’m. Foto na granicy. Francja- drogi ok., tylko tępe. Oznaczenia ? Beznadziejne, nie ma problemu ze zgubieniem się. ścieżki rowerowe- tyle co nic. Postój w Dunkierce, jest piękna! Wielki port, plaża, miasto kojarzone z operacją Dynamo podczas II Wś oraz z Tour de’ France. Jedziemy, okropnie silny wiatr strasznie męczy. Na krótkich postojach eksplorujemy bunkry stojące najbliżej drogi. Jest Calais! śmiech, pot i łzy… Nocleg przy porcie, widać bez przerwy ogrooomnee! promy- i tak bez przerwy. Jutro przez Eurotunel do GB!

P.S. Trudno się dogadać. Na jakiś czas dołączają się do nas francuskojęzyczni Holendrzy.

 

29 lipca niedziela 129km

Rano budzimy się w Calais. Wczoraj późnym wieczorem VW Caddy Scatter’a pojechał do Croydon(nasza baza pod Londynem). Został tylko Balon z ichniej ekipy. Spanie- Balon i Lyba u nas, Frendzel u Kapsla. Trochę ścisk, ale dzięki temu mamy mniejszy bagaż na szturm Londynu;) Pogoda niepocieszająca- zimno, wiatr, ciemne chmury.. Szykujemy się jak na wojnę. Przemieszczamy się na wcześniej umówiony parking w pobliżu terminali Eurotunelu. Tu poznajemy Normana- naszego przewoźnika. ładujemy rowery na przyczepkę, sakwy do bagażnika, a siebie do przestronnego Fiata Scudo:). Krótka odprawa i wjeżdżamy do wagonów- wrażenie robi niesamowite! 60km w niecałe 30minut i już jesteśmy w GB! Wszyscy jeżdżą pod prąd, co za ludzie… ;) Anglicy jeżdżą jak wariaci(sic!). Nieraz baliśmy się poważnie o swoje tyłki. łatwo się zgubić. Po zakupie mapy sprawa się przejaśnia. Trasa w górę, w dół- mniej więcej po równo. W Anglii zaliczyliśmy najbardziej hardcorową górkę- lepszą od tej z Gernrode(sic!). Pot z nas kapie jakbyśmy stali pod prysznicem. Z poczuciem kończącej się trasy i zbliżaniem się do naszego celu wyprawy, pomimo zmęczenia i wygłodzenia, podśpiewujemy sobie ulubione kawałki, śmiejemy się pomimo późnej pory. A pogoda- koniec deszczów i powodzi- słońce i mały wiatr- ale nam się udało! Przybywamy do bazy skautowej w pod Croydon(na S od Londynu). Mnóstwo lisów- biegają nawet po centrum(sic!). W nocy bardzo zimno, śpimy na zboczu doliny. Każdy docenia możliwości swojego śpiwora ;) Obiekt robi dobre wrażenie, chociażby posiada własną ściankę wspinaczkową:) Oprócz nas są z na bazie Anglicy, Niemcy i Włosi.

 

30-31 lipca poniedziałek, wtorek

Dni podobne do siebie. Pobudka bardzo wcześnie(ok.5.00)- potwornie zimno! Jedzenie, mycie i z buta do Croydon po bilet 24h(obowiązuje w całej aglomeracji na wszystkie środki transportu). 6,70 Funta. Stąd 20 minut autobusem na stację East Croydon. Pociągiem kolejne 20 minut do stacji Victoria w Westminster w Londynie. Później już pieszo lub metrem(jest wspaniałe!!!). Zwiedzanie. Nie chcę pisać co widzieliśmy i gdzie byliśmy bo jest tego dużo i mógłbym coś pominąć. W każdym razie zwiedzanie jest dla nas bardziej męczące, niż jazda rowerem. Jesteśmy powrotem na bazie bardzo późno. Spać…

 

1 sierpnia środa

Pobudka o iście pogańskiej porze- 3.00 rano… Jesteśmy zmarznięci i zaspani po dwakroć. Powodem jest czas, w którym musimy komunikacją miejską dotrzeć do Gilwell Park, miejsca, gdzie narodziła się idea skautingu. Trasa ta sama, tylko że metrem Victoria Line do końca, autobusem do końca i już 3 mile na pieszo. Gotcha! Jesteśmy! Jest Scatter i chłopaki z Olsztyna(Frendzel i Lyba przyp.red.). Pędzimy na odnowienie, ale skautów… (dużo). Albo się spóźniliśmy, albo nie tego się spodziewaliśmy. W każdym razie- my, harcerze z Polski sami odnowiliśmy przyrzeczenie harcerskie składając słowa jego roty na polską flagę pod bramą Gilwell. Później braliśmy udział w zajęciach przygotowanych dla nas. Całość była podzielona na 4 części: Challenge valley, Scouting skills, Mountain&motion zone oraz Discovery. Tory przeszkód, historia scoutingu od podszewki, wielkie małpie gaje i liny, zdobywanie ciekawych umiejętności. Oczywiście mieliśmy okazję spotkać się i poznać ze skautami z całego świata! Po południu żegnamy się z Włocławkiem- wracają autem do Polski. My zajęcia i powrót do Croydon. Zmęczeni potwornie. Sen koi…

 

2 sierpnia czwartek

Znowu wstajemy wcześnie, przed 6.00 rano. O 7.15 zabieramy się z CzeNeKą ich Nissanami Patrol do Chelmsford Park- miejsca, gdzie odbywa się Jamboree. Kiblujemy pod jedną z bram ok.2h. Anglicy nie rozumieją, że mamy wstęp jako kadra pomocnicza polskiego kontyngentu. Interesuje ich tylko, że mamy zapłacić 20 funtów/os. i zostawić auta na lotnisku położonym ok.10km od Jambo. Monika Matusiak wprowadza nas w końcu na teren zlotu. Ale wielki… Przynajmniej 2,5km do polskich namiotów. Ale skautów…(dużo!). Teren jest tak duży, że specjalnie zostały wyprodukowane rowery jamborowe przyspieszającą komunikację na terenie zlotu(Hylands Park, 40 tys. skautów, 10 tys. day visotors per day). Dziś dzień polski, super! My reprezentujemy Rover Expedition 2007(Wyprawa Wędrownicza 2007). Mamy swoje stanowisko, na którym opowiadamy, pokazujemy zdjęcia i gadżety ze swoich tras(dla zainteresowanych szerzej na wyprawa.zhp.pl). Odwiedził nas Lech Wałęsa. Byliśmy na polskiej mszy odprawianej przez kapelana ZHP, który ochrzcił na niej syna komendanta polskiego kontyngentu(ochrzczony imieniem Robert, czyli tak jak B-P). Wokół namioty reprezentujące każde wyznanie religijne. Każdy kraj ma swoją wystawę, namioty. Jak mówią ludzie- polscy harcerze są widoczni, dobrze się promują. Na dniu polskim można było poznać nasz kraj, jego zabytki oraz najpiękniejsze zakątki, skosztować ojczystych specjałów kulinarnych. Po miesiącu jedzenia zagranicznego taki zabieg był niczem zbawienie. Polska szynka, chleb… Na ‘rynku’ stoi makieta Big Bena oraz iPont Tent(namiot interaktywno-informacyjny). W końcu spotkanie z dh Ingą Rusin- komendantką

Powrót